
Jako, że grudzień i powoli rok się kończy, to standardowo pora na wspomnienia. Troszkę chaotycznie ułożone wspomnienia będą tyczyć najpiękniejszych dni w tym rok, jak i w mym całym życiu! A kiedyś tam oczywiście pojawi się notka podsumowująca cały rok, no ale najpierw musi się on zakończyć, przechodząc do historii..
To co razem przeżyliśmy do tej pory, to magia, bajka i czary. Nasza powieść, może teraz w aktach dramatu przez jakiś czas, ale za kilka dni wygląda na to, że wszystko wróci do normy!
Dni, noce, poranki, południa i wieczory.
Zaczęło się od braku wody i prądu - bez nich ciężko się egzystuje, ale można! Wytrzymaliśmy bez tych ułatwień życiowych. Przyjechać ze wsi do Ameryki, a tam podstawowych rzeczy nie mają ;o A jaka była radość jak już się żarówka zaświeciła, a z kranu kapała woda. Całe zamieszanie trwało kilka dni, a spowodowane było przez wichury. Wiatr przewrócił drzewa na linie, a że tam jest mase drzew, to mieli trochę roboty szefowie od napraw. I się zaczęło.. Był basen w ogródku, wiadomości na chusteczkach, mega upały i zimna pepsi. Spacery z psami i te bez zwierząt. Psy z nami miały raj, tylu spacerów chyba nigdy nie zaznały, wokół grey wiewiórki, plaża, jeziora, w tym jedno ukryte! Cudowne były. Graliśmy w kosza, już po drugim razie doznałam bolesnej kontuzji, ale miałam troskliwą opiekę. Mimo to nauczyłam się coś tam prawie poprawnie rzucać, przynajmniej się starałam. W międzyczasie schowali nam tygrysy w zoo, ale nadrobiliśmy i zobaczyliśmy drapieżne koty w darmowym zoo w centrum miasta, w którym to mojemu ukochanemu popsuł się japonek.. i tak sobie poradziliśmy. Były częste zakupy wspólne! Taaakie wyprzedaże! Buty wybierane ponad godzinę, kąpielizny Kalvina claina za grosze, sukienki, spódniczki :D raj :D to Abercrombie & Fitch stał się moim ulubionym punktem + kilka innych :D kilkanaście..? I dolary szybko znikały ;)
Miami - wspólne pływanie w gorącym jak zupa oceanie, leżakowanie w pełnym słonku, aż On miał dość, więc leżakowanie pod palmami, ręcznik z wyrytym napisem FLORYDA, poszukiwania wielkich muszelek, basen o 7:00 rano, a jeszcze wcześniej malowniczy wschód słonka, multum spacerów, cisza i gwiazdy, pamiątki i obcinaczki, najlepszy kurczak w knajpie z sosami do woli, owieczka na talerzu, Jego uśmiech, opaleeeeenizna i ogromne szczęście w oczach, wieżowce na plaży, palmy, palmy, palmy - gdy widzi się je pierwszy raz w życiu robią niesamowite wrażenie i stają się głównym obiektem fotografowania. Pobudka z rana i wiązanka narzekania - musiałam obudzić się raz jeszcze. Tam było tak cieplutko, cudowna pogoda i żar lejący się z nieba. Dalej..
Wielkie akwarium, ogród botaniczny, budynki, WIELKIE budynki, muzeum ze szkieletem dinozaura, zoo x2 i takie cudne delfiny, BUDYNKI, jezioro olbrzymie, Marylin Monroe na 8metrów i te niesamowite budynki.
Suszi z wasabi, mmmmniam!, zdałam się na karmienie, bo obsługa pałeczek jest jeszcze dla mnie tajemną techniką. Te piękne ciężarówki, drogi, stacje benzynowe oraz nasze ulubione soki, napoje, słodkości..
Oraz tanie lakiery do paznokci maybeline! oraz inne kosmetyki :czuła.się.jak.w.niebie:
Też i kręgle!! - jakoś trudno było mi złapać równowagę czasem, a zwycięstwo nie przychodziło łatwo, w ogóle nie przychodziło.. ale było fantastycznie!
Klaun na urodzinach, przez chwilę pod opieką ok. siedmioro dzieci, a klaun był meksykiem i robił świetne zwierzaki z balonów, ale zapomnieliśmy ukraść żyrafę ;/ Justynka śpiewała karaoke, a w drodzę powrotnej prawie wszyscy czuli w aucie melodie! Chociaż różne bywały sytuacje w domu, to byli dla mnie naprawdę mili. I ten pozytywny nastrój Czarka jak mnie/nas widział, i potwierdzony wygląd mój na 17, a nawet 16 lat!! Yea!
A w ostatnim tygodniu moja miłość zrobiła mi piękną niespodziankę - wysłał mnie do auta, do bagażnika po jakieś bzdety, a otwierając go zobaczyłam kartkę w brokacie z napisem LOVE, która stała na pakunku.. Ten moment w kilku sekundach był tak po prostu nieziemsko-cudowny! A w ostatnim dniu kilka chwil na skałach nad jeziorem, które niczym nie różni się od morza, no może nie ma takich fal, chwil które były prześliczne, z pięknymi słowami, czego nigdy nie zapomnę. Tuliłam Go tak mocno. Wieczorem znów dostałam niespodziankę :)
Godzin na lotnisku nie ma co wspominać, za bardzo bolą ciągle, a rany ledwo się goją do tej pory.
Okropnie brakuje mi tego wszystkiego. OKROPNIE. Bardzo tęsknie za Tobą kochanie i za całą metropolią Chicago :(
Dodam, że nieważne jaką mam na sobie bluzkę, sukienkę czy majtki. Nieważne, czy we włosach mam ład czy może mniej. Nieważne, czy jestem w pełnym makijażu, czy w kapciach i Jego za dużej koszulce. Nieważne! Taka jestem kochana! Pierwszy raz w życiu. To uczucie jest nie do opisania. Nie do ogarnięcia!!
..jest mi ciągle smutno samej, ale jeszcze trochę i znów będę najszcześliwsza!
Tylko boeingu, bez lądowania na brzuchu, pliss.